Zaraz po Świętach wyjechaliśmy na kilka dni do Kołobrzegu.
Codziennie chodziliśmy na dwugodzinne spacery plażą.Obiecaliśmy sobie z Przemkiem, że podczas całego pobytu nad morzem, na obiad będziemy jeść tylko rybki.
Ponieważ w pierwszy dzień wybraliśmy się do restauracji, gdzie podawano wyszukane dania, Przemek jako przystawkę zamówił ślimaki. Jako danie główne zapiekankę z dorsza po moskiewsku. Ja natomiast sandacza po orleańsku.
Nigdy wcześniej nie byliśmy na morzem zimą.
Po saunie, łóżku wodnym czy też słonecznej łączce można było po prostu posiedzieć i odpocząć.
Hasła Sylwestra to m.in. "Lasy Trucholskie", "Źrebak zamiata grzywą", "Stół masarski".
Morze zimą jest równie piękne!
Kawa męża smakuje lepiej ;))) A wracając do naszego hotelu, to byliśmy nim oczarowani. Popołudniami w lobby można było posłuchać koncertów fortepianowych, pójść do kina czy teatru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz