23 czerwca 2007

09 czerwca 2007

Wakacje w Egipcie

Wczoraj wróciliśmy z naszej wycieczki do Egiptu. Głowa jeszcze pełna wspomnień i zdjęcia ciepłe od oglądania...
Ale od początku:

Wszystko działo się bardzo szybko. I decyzja o wylocie i załatwianie wszelkich formalności i prośba o urlop i ostatnie zakupy i pakowanie. We wtorek (29.05) wieczorem podpisaliśmy umowę.

W środę po pracy chcieliśmy zrobić zakupy, spakować się a w czwartek chciałam zostać maksymalnie długo w pracy, aby nie zostawić żadnych zaległości.
Tak więc pojechaliśmy w środę na zakupy a przy okazji do domu rodziców po paszport, ponieważ w Rudzie nie mogłam go znaleźć. Byłam pewna, że jest w mojej teczce, gdzie mam wszystkie ważne dokumenty. Niestety…
Przeszukałam wszelkie półki, szuflady, cały mój pokój. Nie ma. W takim razie stwierdziliśmy, że musieliśmy źle szukać u mnie w mieszkaniu. Wróciliśmy więc do Rudy. Szukaliśmy na biurku, w szufladach, nawet w kuchni!!! Nie ma. Poziom adrenaliny trochę wzrósł, ale… zadzwoniłam do mamy, aby jeszcze raz szukała w moim pokoju. A my szukamy nawet w łazience w Rudzie. Nie ma. Mama wysyła mi sms’a , że paszportu nie ma również w Chorzowie. Że przeszukała z babcią nawet jej mieszkanie. No nie ma, po prostu nie ma. Zdenerwowanie wzrosło... Postanowiliśmy wracać do Chorzowa i przeszukać wszystko centymetr po centymetrze.
W samochodzie cisza – po co drażnić lwa?
Zabraliśmy się raz jeszcze za przetrząsanie mojego pokoju. A gdy nadal nie mogliśmy znaleźć tego paszportu, byliśmy już tak zestresowani, że bardziej chyba się nie da!
I w końcu…. W końcu Przemek wyłowił go z samego dna szafki, gdzie musiał spaść gdy wyjmowałam mój segregator z dokumentami… Uff….

W czwartek, tak jak pisałam wcześniej, chciałam zostawić czyste konto przed wyjazdem, ale oczywiście jak to zwykle była – złośliwość rzeczy martwych (i żywych) – miałam tyle pracy, tyle maili, tyle telefonów, że nie udało mi się wszystkiego załatwić. Była już godzina 18:30 a ja wciąż w pracy, a przecież wylot był o 22:00!!!
Jakby tego było mało, gdy zabieraliśmy torby z domu, stwierdziliśmy nagle, że…
Zgubiły nam się pieniądze, które wczoraj wymieniliśmy w kantorze!!! Brr…… Znowu poszukiwania i pytania, kto je miał ostatni??? W końcu kasa się znalazła….

Na szczęście przed samym wylotem i w czasie lotu nie było już żadnych komplikacji ani niespodzianek…Dotarliśmy szczęśliwie na miejsce.

Taki widok mieliśmy z okna.
To nasza plaża.
Gdy przylecieliśmy, o 9:00 rano temperatura powietrza wynosiła 39 st. C w cieniu. Nasz balsam do opalania z filtrem nr 20 niewiele nam pomagał. Dawkowaliśmy słońce delikatnie, aby w kolejnych dniach nie leżeć w łóżku hotelowym i czuć się jakbyśmy byli wyjęci dopiero co z pieca…

Wieczorem, po kolacji odpoczynek przy piwku na tarasie.

NIEDZIELA
Całodniowa wycieczka. Pływanie z maską i fajką – snorking.

Zdjęcia z naszego statku na rafę koralową.






Po snorking'u mieliśmy czas wolny na przepięknej wyspie z krystalicznie czystą wodą.


PONIEDZIAŁEK.
Nurkowanie głębokie.
To było dopiero przeżycie!!!
Po raz pierwszy w życiu i ja i Przemek nurkowaliśmy. Schodziło się maksymalnie na głębokość 10m. Najpierw instruktor tłumaczył jak mamy się zachowywać podczas schodzenia w dół. Co może się zdarzyć, czego się spodziewać.
Najważniejsze rzeczy, o który trzeba pamiętać to:
Spokojnie oddychamy przez usta oczywiście (co wcale nie jest taka prostą rzeczą, wierzcie mi!)
Nie wydychamy powietrza przez nos, ponieważ zaparuje nam maska.
Regulujemy ciśnienie. Schodząc w dół, przy każdym metrze zmienia się ciśnienie. Prosto mówiąc czujemy jakby głowa była w imadle ściskana i ściskana. Nie można dopuścić do bólu uszu więc trzeba nabrać powietrza, zatkać nos i wydychać powietrze tak jakby poprzez uszy.
Uczymy się znaków. Trzeba umieć pokazać instruktorowi, który schodzi z nami, że jest wszystko OK., że jednak coś nie jest w porządku i co takiego, czy chcemy do góry, czy chcemy zostać na tym samym poziomie. A jeśli jest coś ciekawego do pokazania to również jest na to specjalny znak.

Oboje z Przemkiem jesteśmy pod wrażeniem takiego nurkowania! Było wspaniale, chociaż nie tak całkiem bez „motylków w brzuchu”. Widoki wspaniałe i nie da się absolutnie porównać uczucia jakie towarzyszy pod wodą z tym, jakie znamy na lądzie.
Oto zdjęcia, jakie mamy. A oto i filmiki z naszego zejścia pod wodę.

Beata











video
Tutaj spotkaliśmy się z Przemkiem pod wodą. To był niesamowity widok. Dookoła Ciebie tylko stworzenia morskie, a nagle z naprzeciwka podpływa człowiek. Dziwne uczucie ;-)



A te zdjęcia są Przemka.





Na tym zdjęciu widać rybki Nemo.









video
W Kairze (zamieszkanym przez 12 mln ludzi) byliśmy około ósmej. Pierwsze kroki skierowaliśmy do synagogi, potem do najstarszego kościoła w Egipcie, gdzie przez trzy miesiące ukrywała się Święta Rodzina.

Zwiedzaliśmy też meczet. Ukłony w stronę naszego przewodnika, który wiedzę miał ogromną. Żałujemy bardzo, że w programie nie było zwiedzania meczetu wykonanego tylko i wyłącznie z alabastru, cóż.
Kolejnym punktem wycieczki było muzeum kairskie. Aby zwiedzić całe muzeum, potrzebowałoby się aż dziewięciu miesięcy.
Najważniejszym eksponatem była oczywiście maska Tutenchamona. Coś wspaniałego!!! Gdy będziecie kiedyś stać przed nią, delikatnie kiwajcie się w lewo i w prawo patrząc cały czas w jej oczy. Stwierdzicie, że Tutenchamon wodzi za wami oczami!
Po kilkugodzinnym zwiedzaniu muzeum, wyruszyliśmy w stronę Gizy. To zdjęcie przedstawia Nil, drugą najdłuższą rzekę świata.

Z oddali wyłaniają się piramidy. Wyglądają majestatycznie.

Przed piramidą Cheopsa, która zbudowana jest z tylu bloków skalnych, że można by wybudować dwu metrowy mur wzdłuż granic Francji!!!


Gdy będziecie zwiedzać piramidy, koniecznie pomyślcie sobie jakieś życzenie i obejdźcie piramidę (czy to Cheopsa, Chefrena czy inna małą) dookoła. Podobno się spełni! Zobaczymy... My pomyśleliśmy i obeszliśmy dookoła piramidę Cheopsa, a tym samym pokonaliśmy 1 km!
Oryginalne wejście do piramidy Cheopsa.
Widok na piramidę Chefrena.

W tle piramida Chefrena i dalej Cheopsa.


Sfinks o twarzy faraona Chefrena:

Kolejne dni upłynęły nam na leniuchowaniu, opalaniu i paleniu fajki wodnej ;-)

Przemuniu, dziękuję:)